Wrażenia z rozgrywki: Gra z moimi rodzicami

Gra z moimi rodzicami – Storgar The Viking
DSCF0127

Pomysł mógł wydawać się zbyt ambitny, ale postanowiłem dać mu szansę. Moi rodzicie urodzili się w połowie lat 60 i jedyne gry planszowe z jakimi mieli styczność to monopol i inne starsze gry.

Graliśmy w 4 osoby (ja, moja żona i oczywiście moi rodzice). Wcieliłem się w rolę żołnierza, moja żona w rolę odkrywcy, mama w kucharza a tata w rolę cieśli. W podróż wypłynęliśmy razem, ale nasz statek rozbił się na małej wyspie, szybko zdaliśmy sobie sprawę, że musimy zbudować jakieś schronienie, zwiedzić wyspę, by znaleźć jedzenie itp. Jedyną szansę na powrót do domu było zbudowanie naprawdę wielkiego stosu drewna i podpalenie go, by przepływające statki zauważyły nas i przyszły z pomocą.

Zaczęliśmy od mojego taty, który zbudował łopatę, moja mama wraz z żona pogrzebały w roztrzaskanych skrzyniach wyrzuconych na brzeg i znalazły trochę jedzenia. Resztę dnia moja mama poświęciła na uporządkowanie obozu i wraz z odrobiną mojej pomocy uporaliśmy się z tym przed końcem dnia. Ja poszedłem wzdłuż wybrzeża na północ, podczas gdy moja żona postanowiła udać się na południe wzdłuż wybrzeża. Znaleźliśmy więcej jedzenia, niestety nie obyło się w moim przypadku bez kilku zadrapań. Spanie pod gołym niebem nie było zbyt dobrym pomysłem i rankiem czuliśmy się trochę obolali po nocy na twardym piasku.

Z samego rana przenieśliśmy nasz obóz odrobinę dalej – w tereny górskie, które odkryła moja żona wczorajszego dnia. Jeśli mowa o mojej żonie to ruszyła dalej w głąb lądu na zwiad, aby znaleźć lepsze miejsce do naszego obozowiska, omijała bliższe okolice wybrzeża, aby zobaczyć, co skrywa głębia dżungli. Ja natknąłem się na ślady jakiegoś zwierzęcia! Udaliśmy się również po nieco więcej jedzenia i opału do ogniska. Mój tata został ukąszony przez węża i na pewno przydałyby się nam teraz lekarstwa. Niestety, noc zapadła szybciej niż się spodziewaliśmy i jako jedyny poszedłem spać z pustym brzuchem. Kolejna noc pod gołym niebem nie zwiastowała niczego dobrego. Tuż przed spaniem postanowiliśmy przenieść obóz w głąb dżungli.

Nastał kolejny dzień. Wpadliśmy na pomysł, że przydałaby się nam mapa, która na pewno pomogłaby w naszej dalszej podróży. Tata pokazał swoje umiejętności stolarskie i wybudował dla nas schronienie. Znalazłem coś co może przydać się nam jako broń broń co prawda to tylko zaostrzony patyk ale dzięki niemu udało mi się upolować zwierzynę, niestety wraz z przyniesionym jedzeniem poniosłem również dość ciężkie ranny. Co zdenerwowało moją żonę i w naszym obozie podupadły trochę morale ze względu na mój stan. Moja żona i mama zwiedziły trochę wyspy i pozbierały zapasy. Nie tylko przyniosły ze sobą zapasy ale znalazły w dżungli koce, które przydadzą się na pewno. Zaczęliśmy również gromadzić kolekcję futer, dla których nie znaleźliśmy jeszcze zastosowania.

W ciągu najbliższych kilku dni mój tata ułożył dach ze wszystkich zebranych futer, które mieliśmy, zrobiliśmy nóż i włócznię, które przydadzą się podczas polowania, moja żona znalazła dobry skrót do pobliskiego źródła drewna – co przyczyniło się w znacznym stopniu nad postępem pracy przy budowaniu stosu drewna. Po kilku dniach mój tata był w stanie zrobić sidła, które zaczęły dostarczać nam żywności. Mapa była strzałem w dziesiątkę i ułatwiła eksplorację dalszej części wyspy. Podczas eksploracji natrafiliśmy na kolejne ślady dzikiej zwierzyny. W kolejnych dniach udałem się na polowanie. Moja mama przygotowała niesamowite posiłki z zebranego jedzenia. Miałem wrażenie że niektóre z zadrapań czy siniaków po prostu znikają. W dżungli znaleźliśmy również zioła, które zdziałały cuda na ukąszenie mojego taty.

Zima na wyspie była dla nas zaskoczeniem. Koce wydawały się być pomocne ale nie wytrzymały zbyt długo. Mieliśmy parę cegieł z których wybudowaliśmy piec, a później mur dookoła obozu.

Niestety, pogoda była dla nas bezlitosna, kilka burz przetoczyło się przez nasz obóz i poniszczyło co cenniejsze przedmioty. Tacie udało się wzmocnić dach dzięki czemu ta zwariowana pogoda nie doskwierała nam już tak bardzo. Piec okazał się zbawieniem dla naszych ciał w czasie trwania tej ostrej zimy. Stos drewna na ogień sygnałowy zdawał się sięgać pomału nieba. Wystarczyło teraz poczekać na odpowiedni moment i zapalić ogień w nadziei, że z morza przypłynie ratunek!

Pomału kończyły nam się zapasy. Mieliśmy schronienie, solidny dach postanowiliśmy wyruszyć pozbierać trochę drewna, aby powiększyć stos i tym samym zwiększyć siłę sygnału.
Przetrwaliśmy noc i następny dzień zaświtał. Naszym oczom ukazał się upragniony statek, który spokojnie bujał się w rytmie fal na horyzoncie. Szybko rozpaliliśmy ogień i zaczęliśmy krzyczeć ile tylko mieliśmy siły w płucach.

To było trudna przygoda, ale udało się.

Podsumowując
Wraz z żoną nasze postacie zipały zaledwie na punktach 3 zdrowia. Udało nam się uciec z wyspy w 10 dniu. Zapasy żywności kurczyły nam się w zastraszającym tempie i nie nadążaliśmy z ich uzupełnianiem. Mieliśmy dużo szczęścia, że znaleźliśmy koce tuż przed rozpoczęciem zimy i szczęście, że mogliśmy wybudować piec. To była pierwsza rozgrywka moich rodziców w Robinsona Crusoe. Mój ojciec narzekał na to, że nie zaczął rzucać kośćmi wcześniej, ale wydawało mu się, że wszystkie przedmioty, które sporządził nie były zbyt przydatne. Ogólnie to spisaliśmy się na medal i wygraliśmy!

Share this

Komentarze są wyłączone.