Dziennik Projektanta Detektywa: Samotny wilk – Ignacy Trzewiczek

Jest późny wieczór, siedzę przy swoim biurku. W mieszkaniu w końcu cisza. Wszyscy śpią. Ja siedzę z kubkiem mojej ulubionej herbaty i kilkoma ołówkami, notatnikiem i zestawem szczęśliwych kości. Kupiłem je, gdy byłem jeszcze w szkole średniej. Stare dobre czasy. Biorę łyk herbaty, wiem doskonale, że to ta chwila. Sięgam po dwie kości i rzucam…

***

Od samego początku wiedzieliśmy, że potrzebujemy wariantu solo dla Detektywa. Wszystkie klasyczne kryminały opowiadają o pracy samemu. Czy to pani Marple. Czy też pan Poirot. Zawsze istnieje ten jeden uparty i genialny detektyw, który rozwiązuje zagadki w pojedynkę. Oczywiście zdarzają się wyjątki jak Sherlock i Watson albo Mulder i Scully, nie mógłbym zapomnieć też o Sonny i Rico. Jednak w większości przypadków istnieje ten jeden, nietypowy i genialny osobnik. W ten sposób działa ten cały gatunek.

A więc testy rozpoczęte. Chwilę później okazało się, że to może być, o wiele trudniejsze, niż się nam wydawało.

***

Gdy oglądacie film kryminalny lub czytacie opowieść kryminalną, w której jest mowa o morderstwie, to protagonista, śledczy, którego obserwujemy, jest zawsze niesamowicie inteligentny. Dostrzega każdy mały detal. Porównuje wszelkie ślady. Ma szósty zmysł.

Jest tak sprytny, ponieważ taki został stworzony przez pisarza. Jak się okazuje, nikt z nas nie jest tak inteligentny w prawdziwym życiu.

Testowanie solo wariantu bardzo szybko pokazało, że proporcja zwycięstw do przegranych jest drastycznie niższa w porównaniu z trybem wieloosobowym. Gracz, który pozostaje sam na sam z taką ilością wskazówek, ze wszystkimi podejrzanymi i wszystkimi kartami, plikami i ogromnymi teczkami, jest przytłoczony. Uciekają mu detale oraz częściej podąża fałszywym tropem.

Napisaliśmy prawdziwą powieść kryminalną. Niestety nie każdy gracz jest prawdziwym gliniarzem.

Houston, mamy tutaj mały problem.

***

Warianty solo w grach planszowych najczęściej symulują pracę innych graczy, czy to jako przeciwników (stworzony jest prosty gracz wirtualny, który atakuje i wchodzi z nami w interakcję), czy to jako pomocników (posiadamy dodatkowe piony akcji lub otrzymujemy zniżki na niektóre akcje).

W Detektywie gracz solo nie potrzebuje dodatkowych pionów akcji. Potrzebuje dodatkowego mózgu. Potrzebuje kogoś, z kim mógłby porozmawiać. Kogoś z kim może podyskutować, z kim może zrobić burzę mózgów. Aby mieć szansę przeczytać kartę z innej perspektywy. Kogoś, kto wyjdzie z alternatywną teorią na temat bieżącego przestępstwa.

Dodatkowe piony akcji nic by w tej kwestii nie zdziałały.

Houston, mamy tutaj mały problem.

***

Będę z wami szczery. Nie doszło do żadnego genialnego odkrycia. Nie nastąpiła żadna magiczna chwila. Nie było pojedynczego rozwiązania, które załatwiłoby ten problem. Wariant solo w Detektywie jest o wiele trudniejszy niż wieloosobowy. Taki jest fakt. Gra błyszczy, gdy przy stole siedzi wielu debatujących nad stołem graczy. Dyskutujących głośno, gdy nad stołem widać tę burzę umysłów. Żadna karta nie może tego zmienić.

Co udało nam się zrobić, to co mogliśmy dać graczom solo to w pewnym sensie mózg z kartonu. Ponieważ, gdy gramy solo to otrzymujemy dużo więcej tekturowych żetonów umiejętności, które możemy wydawać, aby otrzymać więcej materiału do czytania. Będziemy mogli odkryć większą ilość ukrytych informacji. Nauczyć się więcej i zrozumieć więcej.

Gacz solo nie posiada 4 dodatkowych umysłów siedzących przy stole. Natomiast otrzymuje dostęp do ponad dwukrotnej ilości kart — może przeczytać tylną cześć prawie każdej karty i otrzymać w ten sposób więcej wskazówek.

Wariant solo to najcięższy wariant w Detektywie.
Gracz solo musi sam sobie radzić ze wszystkimi wskazówkami i poszlakami.
Dlatego gracz solo dowiaduje się więcej. Jest w stanie zobaczyć więcej, ma szerszą perspektywę. Otrzymał swoją szansę.

***

Jest późno. Na moim biurku świeci mała lampka. Moja ulubiona herbata w ręku. Mam czas. Rozkoszuje się każdą minutą. Jest cicho. Czytam kolejną kartkę i rozmyślam o tym, co właśnie odkryłem. Chwytam za ołówek i robię krótką notatkę. Wydaje mi się, że gdzieś już czytałem o tym. Przeglądam swoje notatki. Tak, Czerwiec ‘58, Richmond.

Kolejny łyk herbaty. Śledztwo posuwa się do przodu. Jest ciężko. Jest tego dużo i czuje się przytłoczony. Mam jednak czas. Czytam i rozmyślam, rozkoszując się każdą chwilą tego wieczoru.


Ignacy Trzewiczek

Share this

Zostaw komentarz