Okruchy #2 – Życzymy państwu przyjemnej podróży

Życzymy pańśtwu przyjemnej podróży

Niniejszy tekst opisuje uniwersum Artefaktów Obcych. Wszystkie teksty podzielone są na Części, te z kolei na Odcinki. Część 1: Okruchy wprowadzi cię w uniwersum Artefaktów Obcych. Poznaj różne odsłony tego świata, jego bohaterów i wydarzenia, które składają się na niezwykły czas przełomu, u progu którego znajduje się ludzkość. Przełomu, który zainicjowało odkrycie rasy obcych: jej wytworów, technologii, architektury i myśli.


Prom orbitalny Teleo Lines 33, układ Fabien, Unia
16:33 czasu układowego

– Mamo, Mamo, mój klejuś!
– Ciszej, słonko. Zaraz do ciebie wróci.
– Ale mamo, on się tam zgubił.
– Kochanie, klejusie się nie gubią. Zaraz go weźmiemy.
– Klejusiu…

W sekcji 14. pasażerskiego promu orbitalnego zaczęło robić się tłoczno. Wszystko z powodu ośmio-, może dziewięcioletniej dziewczynki, której zwierzak-zabawka wpadł pod jeden z foteli. Dziewczynka stała na środku przejścia z mamą rozpaczliwie próbującą przekonać ją do zejścia z drogi i całą masą ludzi czekających w kolejce, by zająć swoje miejsca, tłumem z każdą sekundą bliższym temperatury wrzenia. Sytuacji nie polepszyła holograficzna stewardessa, której projekcja pojawiła się tuż przy małej i wystraszyła ją tak, że ta rozpłakała się na dobre.
– Hej, kochanie. Wiesz, co uwielbiają klejusie? – mężczyzna z drugiego końca siedzeń, w eleganckim, sportowym garniturze, zwrócił się do dziewczynki, pokazując jej swojego pupila przylepionego do rękawa. – Klejaki mają łaskotki! Pogilgaj go po brzuszku, a zaraz się do ciebie przytuli! – zademonstrował, wywołując serię pociesznych pisków i drgań kształtnej masy.
– Ale ja go nie dosięgnę, bo on wpadł do dziury! – odpowiedziała dziewczynka przez łzy.
– Spróbuj tylko. Chodź, zajrzymy pod fotel. – mrugnął do matki dziewczynki i razem z małą zanurkował między fotele.

Faktycznie, gdy tylko dziewczynka schyliła się i wyciągnęła rękę w stronę zabawki, purpurowa masa drgnęła, zwróciła w jej stronę wielkie, czarne oczy, po czym przetoczyła się i wspięła na rączkę dziecka, posłuszna algorytmowi rozpoznawania i dążenia do właściciela.
Cała trójka: dziewczynka, jej mama i mężczyzna w garniturze, zajęła miejsca w swoim rzędzie, wymieniając uprzejmości i podziękowania. Strumień ludzi popłynął dalej.


Korweta “Krowa Trzy” Bioników, układ Fabien, Unia
17:07 czasu układowego

– Ptaszek już leci. – rzuciła Emma znad stanowiska nasłuchowego. – Samiutki, biedny, bez mamusi.
Tkwili na biernym nasłuchu, ale więcej nie było im trzeba. Tu, na terytorium Unii, z dala od frontów i terytoriów piratów, w cywilnej przestrzeni, w której obowiązują żelazne rygory tras kursowych, korweta Bioników była jak lis w kurniku – i jak lis miała zniknąć, jak tylko wykona zadanie.
– Kotki moje, szykujcie się. Za półtora godziny wraca nasza gwiazda, a z nią gość specjalny. Kto może, niech wali w kimę. Następna okazja szybko się nie nadarzy.


Prom orbitalny Teleo Lines 33, układ Fabien, Unia
18:32 czasu układowego

Lilly szła przez pokłady i chciało jej się tańczyć. Wszystko szło zgodnie z planem, choć jej planem było jedynie płynąć na fali chaosu.

Przechodziła z jednej do drugiej sekcji i z pewnością wzbudziłoby to niepokój zautomatyzowanych systemów bezpieczeństwa, gdyby nie shackowała ich jeszcze podczas poprzedniego rejsu. Obraz z kamer? Nie wyświetlał jej postaci. Czujniki? Dla nich była jedynie duchem. Bramki z hasłami dostępu? Nadała sobie status kierownika sekcji technicznej z pełnym dostępem do całego bloku pasażerskiego.
Dla mijanych pasażerów siedzących grzecznie w swoich fotelach wyglądała jak jeszcze jedna holoprojekcja, w dodatku z pomarańczową aurą oznaczającą, że właśnie wykonuje priorytetowe zadanie. Sama konfigurowała ustawienia wszczepki generującej holokamuflaż i wiedziała, że może polegać na swej pracy.

Mógłby ewentualnie zareagować ktoś z nielicznej załogi, ktoś, kto wiedziałby, że holostewardessy nie mają technicznych możliwości, by opuścić swoje sekcje. Na przykład frajer, którego napotkała w windzie… Cóż, z pewnością złoży raport, jak tylko się ocknie… za cztery do sześciu godzin, jeśli chemicy nie nawywijali czegoś z mieszanką, którą mu wstrzyknęła.
Przed Lilly sekcja czternasta, dwustu dwudziestu pasażerów, w tym on. Ten, po którego tu przyszła.


Prom orbitalny Teleo Lines 33, układ Fabien, Unia
18:33 czasu układowego

Mężczyzna siedział obok dziewczynki. Ich klejusie – jego grafitowoczarny, wersja dla dorosłych – i jej, żywa plama radosnej purpury – grały w łapki, jedną z zaimplementowanych w nich gier zręcznościowych, angażujących zarówno żywe zabawki, jak i ich właścicieli. Mężczyzna oszukiwał, tak by mała miała zawsze o jedno zwycięstwo więcej niż on. Przez cały czas jednak nie tracił z oka sekcji pasażerskiej.

Sekcji, w której nagle zaszła jakaś nieuchwytna zmiana. Wyczuł ją, lecz nie potrafił zdefiniować. Na pozór wszystko było w normie: pasażerowie w fotelach, reklamy wyświetlane ponad głowami, grupki kursujące do toalet, holostewardessy snujące się między nimi. Jedna z nich zmierzała właśnie w jego stronę, tak samo nijako-piękna jak pozostałe.
Zerknął na nią jeszcze raz. Drgnął, gdy zignorowała wezwanie starszego pana siedzącego pięć rzędów dalej. Coś było nie tak. Przyspieszyła? Lewą ręką rozpiął pas trzymający go w fotelu, prawą chciał sięgnąć po broń… tą prawą, na której wciąż tkwił jego zmodyfikowany na potrzeby misji klejuś. Nie zdołał jednak poruszyć dłoni – tkwiła jak w żelaznej obręczy, przytwierdzona do oparcia przez miękkie, ale nieustępliwe ciało żywej zabawki.

Szarpnął się, gdy stewardessa znalazła się tuż przy nim, obejmując go swą projekcją. Z bliska dostrzegł pod projekcją kogoś jeszcze: roześmianą dziewczynę? Spróbował sięgnąć do jej szyi, powstrzymać dłonie kłujące go jakimś ostrym przedmiotem. Iniektor! – pomyślał z przerażeniem. Rzucał się jak szalony, próbując jeszcze wysłać sygnał alarmowy – widział jednak status wyświetlany przez jego scyborgizowane oko: brak sygnału. połączenie niemożliwe. Każdy kolejny ruch był wolniejszy, jakby owijała go lepka, paraliżująca wata.

– Mamo, popatrz, klejuś się popsuł temu panu!
Rzeczywiście – z pola stewardessy nagle wyleciała i potoczyła się na podłogę kulka nieaktywnego zwierzaka. Kobieta zerknęła na stewardessę, która całą swoją lśniącą projekcją przesłoniła współpasażera. Nie był to niezwykły widok: pasażerowie mogli w ten sposób przejść w tryb prywatny, by wykonać na przykład prywatną rozmowę albo zamówić jakąś szczególną usługę. Dziwne było jedynie o tyle, że jeszcze kilka sekund temu “ten pan” normalnie bawił się z jej córką.

Twarz stewardessy zwróciła się do nich z profesjonalnym uśmiechem.
– Przepraszam za kłopot. Przeniesiemy pana Simmonsa na inne miejsce.
– Ależ nie ma żadnego kłopotu – odpowiedziała.
– Niestety jest. Według biletu powinien siedzieć w sąsiedniej sekcji.

Stewardessa odsunęła się, pozostawiając za sobą pusty fotel. Mężczyzna musiał być wciąż skryty wewnątrz jej projekcji.
Wtem dziewczynka odpięła pasy i podniosła z podłogi czarnego klejusia.
– Proszę pana, pana przyjaciel!
Projekcja sięgnęła po pupila i skryła go. Kobieta szeroko otwarła oczy ze zdziwienia. Nie sądziła, że to możliwe, by holoobsługa – wirtualne fantomy – była w stanie cokolwiek unieść.
– Dziękuję, złotko. Życzymy państwu przyjemnej podróży. – powiedziała stewardessa, po czym ruszyła w stronę wyjścia z sekcji.
Kobieta patrzyła za nią z niedowierzaniem.
– Mamo, mamo, jestem głooodna! – usłyszała i zwróciła wzrok na dziewczynkę. W końcu zmodernizowane stewardessy to nie jej sprawa, w przeciwieństwie do tej tu osóbki.


La Belle, stacja kosmiczna korporacji Yamishi

– Dyrektorze Hammond. Agent Deneuve, podczas powrotu z misji na C-334. On został… przejęty.
Postać po drugiej stronie biurka, choć fizycznie odległa o setki tysięcy kilometrów od dyrektora Hammonda, wyglądała jak jedno wielkie nieszczęście. Chłopak nie musiał się odzywać, by Hammond mógł stwierdzić, że wieści są złe; tak złe, że do ich przekazania wydelegowano tę ofiarę.
– Kto za tym stoi? – syknął.
– Śledztwo jeszcze trwa i nie mamy całkowitej…
Dyrektor Hammond trzasnął ręką w stół i wrzasnął:
– Nie pytam się o śledztwo. Pytam, kto za tym stoi?!
– Najpewniej Bio..Bionicy, pa…panie dyrekto…torze.
Młody oficer korporacyjnej sekcji bezpieczeństwa rzucił najbardziej prawdopodobną z opcji rozważanych przez dział analiz. Nie mogło to ocalić jego sypiącej się właśnie kariery, ale być może – jeśli strzał okazałby się celny – uratowałoby jego posadę, jakąkolwiek posadę w korporacji. Z rozpaczą wpatrywał się w twarz dyrektora, która po wybuchu irytacji w jednej chwili zmieniła się w nieprzeniknioną, nieruchomą maskę.

Minęło czterdzieści sekund milczenia, czterdzieści sekund zimnej tortury, gdy dyrektor wreszcie wycedził:
– Pytanie brzmi: co on wiedział? O operacji, o naszym łupie, o konstruktach. Czy Deneuve zdążył już przejść pozadaniowe czyszczenie?
– Problem, panie dyrektorze, – oficer przełknął ślinę. – że…że agent Deneuve ciągle wie o tych sprawach chyba wszy…wszystko.


Autor: Rafał Szyma

Zapraszamy do naszego sklepu – Artefakty Obcych już dostępne!