Teotihuacan dla jednego gracza – co knuje Bot i jak go pokonać?

Tak, jestem forever alonem i gram w planszówki w pojedynkę. Tak, uwielbiam spędzać czas nad grą kooperacyjną dyskutując sama ze sobą co do nastepnęgo ruchu, a nawet się ze sobą nie zgadzając. Gdy symuluję grę kompetetywną dla dwóch osób, nigdy nie oszukuję. Obaj gracze to ja, ale ten będący „mniej mną” dostaje tak samo przemyślane akcje, które wykonałabym dla jego dobra. Gdy więc jakaś planszówka ma rozbudowany tryb jednoosobowy, gdzie to gra „myśli” za mnie, zacieram ręce, zupełnie jakbym knuła coś niedobrego.

 

Teotihuacan, gra kojarzona przede wszystkim z budowaniem Piramidy na środku planszy, pozytywnie zaskoczyła wszystkich, którzy w nią grali (i których znam), włączając w to moje zachwyty. Ale co ja się oszukuję, od początku było wiadomo, że moim głównym partnerem w rozgrywce będzie Bot, bo ludzie mają pracę, dzieci i świra na punkcie wirusa. Bot w Teotihuacan nie tylko jest, ale wprowadza zupełnie nowe zasady. Są one ciekawe, a w dodatku inne niż nasz zasób akcji. Teotibot, bo tak ma na imię (ale każdy mówi mu per „Bot”), ma więc zupełnie inny arsenał broni.

No właśnie, Bot ma arsenał, czy próbuje nas ustrzelić z procy? Moje wrażenia na jego temat są co najmnej mieszane, ale wyjaśnię najpierw pokrótce, jak działa tryb dla jednego gracza w Teotihuacan.

Grę przygotowujemy tak, jak dla dwóch graczy, z pewnymi zmianami – między innymi Bot zaczyna z innym zestawem zasobów, odmienne jest także jego punktowanie. Przesuwa się na torze Punktów Zwycięstwa za każde 10 kakao, jakie zbierze (standardowo o 3 oczka), za płytki Przychylności Bogów po dojściu przez niego na szczyt schodów którejś Świątyni, zawsze dostaje 15 punktów w ostatecznym rozrachunku, nie musi też opłacać swoich robotników, więc całe kakao ładuje w punkty – i tak dalej. Niewykorzystane surowce Bota także przynoszą mu punkty na koniec gry – na całe szczęście, bo będzie ich gromadził sporo.

Bot ma do dyspozycji 7 różnych akcji wypisanych na kafelkach, każda jest inna. 6 z nich ustawiamy na początek losowo w piramidzie obok planszy: trzy kafle akcji na dole, dwie w rzędzie wyżej, a jedną na szczycie. Nie wiadomo, która z akcji wypadnie, bo ułożenie w piramidzie oznacza tylko prawdopodobieństwo dociągnięcia danego kafelka. Zaraz, zaraz – wypadnie? Tak, bo w odróżnieniu od trybu wieloosobowego, w grze z Botem rzucamy dwiema kośćmi. To miła odmiana po grze w kilka osób, bo tam kości służą jedynie jako robotnicy graczy o konkretnej sile i aż chce się nimi rzucić. Można sobie ulżyć w trybie solo.

Rozstawiamy pozostałe kostki, już jako pionki, według instrukcji – my jesteśmy pierwszym graczem, a Bot ma swoje ustawienie. Od razu wykorzystuje wszystkie 4 kostki, z których jedna zawsze znajduje się zablokowana na polu Rytuału. Tak jak w grze do 3 graczy, ustawiamy także robotników w kolorach przeciwników (robią sztuczny tłok, wpływają na koszt akcji i wysokość kakaowego bonusu). I to właściwie tyle, możemy zaczynać. Side note: zawsze po akcji Bota przesuwamy znacznik Zaćmienia.

Swoje ruchy wykonujemy normalnie, możemy inwestować w dowolną z wybranych taktyk: rzucić się na stawianie budynków, bo im szybciej, tym lepiej, gromadzić cały stos surowców, albo robić cokolwiek dusza zapragnie, byle były z tego potem punkty. Każdą z akcji, poza akcją Pałacu (1), może wykonać także Bot. Jest więc szansa, że podbierze nam fajny kafel Piramidy (zawsze ten od lewej), czy też Zdobienie (zawsze pierwsze od góry). Najpierw jednak musi mieć tam swoje pionki, więc gdy już poznamy jego akcje, możemy mniej więcej przewidzieć, gdzie najbardziej zagraża naszym niecnym planom, a gdzie po prostu stoi i zawadza.

Pora na to, by przyjrzeć się nieco bliżej akcjom Bota. Określają, działanie Bota oraz to, którego robotnika wykorzysta on właśnie teraz. Gdy na kościach wypadnie 6, 7 lub 8, bierzemy kafel ze szczytu jego piramidy, a następnie przesuwamy te leżące niżej (strzałki na specjalnych płytkach Kierunku pokazują, czy leżące niżej akcje podsuwamy z prawej, czy z lewej do góry). Gdy zwolni się miejsce na samym dole piramidy, uzupełniamy je siódmym kafelkiem akcji Bota, leżącym dotąd z boku. Akcje leżące najniżej w piramidzie, a więc te niedawno rozpatrywane, mają przypisane numery z najmniejszym prawdopodobieństwem wypadnięcia na kościach. Wyrzucenie 6, 7 lub 8 na dwóch kościach jest najbardziej prawdopodobne, ale doskonale to wiecie, bo pewnie młóciliście w Catan nie raz. Piramidka jest tak przemyślana, by każda z akcji Bota wypadała 2-4 razy na grę, a nie np. jedna tylko raz, a inna 7.

Odkładamy wylosowaną akcję Bota z boku piramidy i wykonujemy ją zgodnie z tym, co opisane w instrukcji. Zazwyczaj płacimy koszt w danym surowcu. Np. Bot musi odrzucić 2 kamienie, jeśli ma, a także posiadać robotnika na Planszy Akcji Placu Budowy (8), by wziąć pierwszy od lewej kafelek Piramidy i ułożyć dowolnie (nie ma znaczenia dopasowanie symboli, Bot zawsze dostaje za tę akcję uśrednioną liczbę punktów). Jeśli niektóre akcje nie są możliwe (bo Bot nie ma surowca albo po prostu nie ma go na polu danej akcji), ma możliwość dostać kamień, drewno lub złoto, jeśli tylko jest na polu akcji z tym surowcem, lub kakao, jeśli żadna z wcześniejszych opcji nie jest możliwa. W ten sposób Bot może zgromadzić mnóstwo surowca, którego nie wykorzysta – nie robi świadomie dalekosiężnych planów, to czy np. drewno mu się przyda, zależy od tego, czy wypadnie odpowiednia akcja.

Bot bardzo szybko się wzmacnia i wykonuje rytuał Wstąpienia, pnąc się po torze Alei Umarłych i zgarniając za to dodatkowe punkty. Już od początku gry jego robotnicy są bardziej wzmocnieni niż nasi. Jako bonus za Wstąpienie, Bot zawsze wybiera przesunięcie się na torze Punktów Zwycięstwa o 5.

Na początku gry z Botem możecie być nieco zaskoczeni, jak szybko i regularnie wspina się po torze Punktów Zwycięstwa, ale tylko jeśli zamiast punktować, skupicie się na początek na budowie swojego arsenału zasobów, by uderzyć potem. Bot tego nie potrafi – nie będzie budował silniczka, którym załatwi was za kilka rund. Oprócz zbierania Masek i wspinania się po różnych torach, np. Alei Umarłych, nie wykonuje akcji, które można nazwać taktyką. Można uznać, że zbieranie surowców jest dalekosiężnym planem, skoro za nie punktuje, ale wynika to raczej z maskowania niedoskonałości systemu, w którym Bot ma za dużo jakiegoś surowca i nie może go wykorzystać. Pojedynczą akcją Bot potrafi popsuć najbliższe plany, ale nad jego długofalowymi działaniami mamy kontrolę o tyle, że jego postęp na różnych torach jest jawny.

Zmianą jest też to, że gdy pionek Bota się Wzmacnia, to od razu potem (prawie zawsze) się przesuwa. Wiemy więc z góry, jakie akcje może wykonać w następnej rundzie (przesuwanie pionka w przypadku graczy następuje tuż przed wykonaniem akcji).

Gra umożliwia wybranie różnych poziomów trudności trybu jednoosobowego. Można dać Botowi więcej punktów za każde 10 kakao (5, a nie 3), 25 punktów za każdą zdobytą płytkę Przychylności Bogów (a nie 15), można też na początku zwiększyć jego zasoby i siłę jego robotników. Wtedy gra nabiera rumieńców. W ten sam sposób można też zmniejszać siłę Bota.

Przyznam, że na początku rozegrałam kilka partii na standardowym poziomie. Nie dziwiło mnie to, że wygrywałam, ale gdy zdublowałam Bota dwukrotnie i odsadziłam na 101 punktów, dalsza gra na takim poziomie nie miała sensu. Na „maksymalnych ustawieniach” Bota zagrałam także kilka razy. W końcu na planszy zaczęło się dziać!

W pierwszej rozgrywce na samym początku dałam mu trochę fory, przyznaję. Skupiłam się na zbieraniu surowców do późniejszej budowy Piramidy, odpuściłam najdroższe budynki w Posiadłości Arystokratów (6), a Bot wyprzedził mnie na kilku różnych torach. W pewnym momencie wyprzedzał mnie na torze Punktów Zwycięstwa o jakieś 50 oczek. Kiedy zaczęłam korzystać z tego, co zgromadziłam i zamieniać to na punkty, wyprzedziłam go przed kolejnym Zaćmieniem. Właśnie przez to, że niemal cały swój arsenał Bot prezentuje od razu i ma mało możliwości zaskoczenia czymś w przyszłości.

Gra z „doładowanym” Botem jest jednak zdecydowanie godna polecenia. Dostarcza rozrywki, czuć w niej rywalizację, a ruchy Bota skłaniają nas do wybierania nowych rozwiązań. Na tym „najtrudniejszym poziomie” wygrałam najpierw 40 punktami (to i tak o wiele mniej niż 101), choć z początku to Bot prowadził. W jednej z kolejnych partii udało mu się jednak zdobyć Maski i odsadzić na torze Alei Umarłych na tyle, że zdobył dużą przewagę na tych polach. Wtedy przegrał ze mną jedynie 24 punktami (co przy ponad 200 punktach nie wydaje się być dużą różnicą). Mógłby tę partię wygrać, gdyby po ostatnim Rytuale wspiął się na szczyt innej Świątyni (a wspinał się po 3 schodki) i zdobył 25 punktów za Przychylność Bogów. To był moment, kiedy był najbliżej zwycięstwa.

Teotihuacan, który doskonale się skaluje w zależności od liczby graczy, jest w przypadku Bota wyskalowany najsłabiej. Podczas gry wieloosobowej rozgrywka jest równie wciągająca i na podobnym poziomie, niezależnie czy zasiadają do niej 2, 3, czy 4 osoby. Bot to takie dziecko szczęścia, niby zna zasady, niby jest uprzywilejowany niektórymi z nich, ale czasami lepiej by mu zrobiła inna akcja w danym momencie.

Okej, przyznaję, Botowi nie udało się ze mną wygrać. Na pewno jednak udało się mu zmusić mnie do zmiany strategii. Co najważniejsze, był przeciwnikiem, z którym rozgrywałam normalną rozgrywkę i musiałam myśleć tylko za siebie, a nie za dwie osoby. Ten przeciwnik robił mądrzejsze i głupsze ruchy, bywał silniejszy bądź słabszy, ale miał coś do powiedzenia z każdym ruchem. Na pewno nie ślamazarzy się i nie myśli godzinę, jak niektórzy gracze. Gra się z nim szybko, a po kilku partiach doskonale zna się jego akcje nie trzeba zerkać do instrukcji.

Minusem jest na pewno to, że Bot może wylosować akcję, której nie jest w stanie wykonać. Dostaje wtedy bonusowe kakao (i szybko zdobywa nim punkty), ale jednak „normalny” gracz wybierałby po prostu lepszą akcję. Ciężko jednak o receptę i stworzenie mechaniki, która ogrywałaby to lepiej. Wielki plus za to, że Bot zawsze coś dostanie (z drobnymi wyjątkami).

Mimo przejrzystości niektórych działań Bota, możemy się z nim dobrze bawić, niezależnie czy celem będzie wygranie, czy pobicie swojego własnego szalonego rekordu. Na pewno Teotihuacan nie skłania mnie do gry symulowanej na dwóch graczy, którą rozgrywam w pojedynkę. Mam lepsze narzędzie: Bota, który zwalnia mnie z części myślenia i zamiast popadać w shizofreniczne dylematy jak zaszkodzić sama sobie, mogę skupić się na ruchach jednego gracza i czerpać z gry więcej przyjemności. A tą przyjemnością jest sama, wyborna gra euro i poświęcony na nią czas. Samo gonienie króliczka także daje satysfakcję.

Weronika Skupin, Portal Games

No comments yet.

Leave Your Reply

O nas

Portal Games jest działającym na polskim rynku od 1999 roku wydawcą gier planszowych. Wśród naszych najsłynniejszych tytułów znajdują się gry Robinson Crusoe, Osadnicy: Narodziny Imperium oraz Detektyw.

Nasz Tweeter

Bez kontekstu: Bardzo. Ładne. Kostki 💙🤍 https://t.co/zJcbTfkHpg
RT @vivobrezo: Konnichiwa! W 12 odcinku, #podcast skupiamy się głównie na #Risingsun od @Portal_pl, oraz @CMONGames. Do tego trochę nowośc…
RT @neuroshimahexpl: Podczas konwentu PortalCon, który odbył się online w miniony weekend i był nastawiony na fanów ze Stanów, wydawnictwo…

Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco!