RECENZJA – Niekończące się lochy

Recenzja ta oryginalnie została opublikowana na Space-Biff!, więc jeśli podoba wam się to co tu przeczytacie, możecie udać się do nich na stronę. Xxx

Powinienem również zamieścić tutaj swoją Geeklistę recenzji: https://boardgamegeek.com/geeklist/169963/space-biff-historical-journal/

Penetrowanie podziemi nie musi się kojarzyć z ciężkimi próbami. Gra Zapraszamy do Podziemi przedstawia nam to w taki sposób, że będą nam się one kojarzyć nawet w dość kapryśny sposób. Grupa bohaterów przemierzająca mroczne głębiny, ich losy i żywot mają jeden cel, by dostarczać nam rozrywki.

I sprawdza się to w pełni! O rany, bardzo dobrze się to sprawdza.

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Na środku stołu znajduje się jeden z naszych bohaterów (Barbarzyńca, Wojownik, Mag, Awanturnik). Przy nim/niej ułożony zostaje cały ich ekwipunek w linii prostej, sprzęt ten przydaje się przy czyszczeniu podziemi – służy do wymiany. Spójrzmy przykładowo na Wojownika, biega on napakowany aż czterema broniami, posiada Pochodnie do niszczenia słabszych potworów, Smocza włócznia która służy do – na pewno was to zaskoczy – uśmiercenia smoków. Świetlisty miecz, którym praktycznie można zniszczyć wszystko, trzeba natomiast określić typ potworów jakie będzie uśmiercał, przy pozostałych będzie on niestety bezużytecznym złomem. Wojownik dzierży również ze sobą Święty Gral, również do wybijania potworów (koleś ma chyba jakaś obsesję), posiada również kilka części zbroi tylko po to, by nic tak błahego jak chociażby śmierć, nie mogło go oderwać od przeprowadzania rzezi w podziemiach.

Posiadamy również talię potworów, odwróconą awersem do dołu, żeby nikt nie wiedział co dokładnie zawiera. Po kolei każdy z graczy w kierunku wskazówek zegara będą wykonywać jedna z trzech akcji.

Pierwsza z możliwych akcji: dobieranie Potwora i dodanie go do Podziemi. Bierzemy kartę do ręki i ostrożnie zaglądamy w oczy czegoś przerażającego, jakiegoś smoka czy czegoś równie okropnego. Następnie dokładamy go do talii Lochu, będzie on kolejnym z okropieństw z jakim w końcu przyjdzie się zmierzyć naszemu bohaterowi w momencie nieuniknionego zstąpienia w ciemne zakamarki podziemi.

Druga z dostępnych akcji: dobieranie karty i odrzucenie jej zakrytej przed sobą. Podobnie jak powyżej, zaglądamy w ślepia Potwora, ale zamiast wysyłać go, by przemierzał on podziemia, odrzucamy go – razem z jedną z części ekwipunku naszego bohatera. Przy stole słychać jęk innych graczy, ponieważ nasz bohater stał się słabszy, być może był to istotny element, wręcz niezbędny by i tak jego wątpliwe przetrwanie było bardziej prawdopodobne.

A za bramką nr trzy, ostatnia z dostępnych dla nas akcji: Brać nogi za pas i zwiewać gdzie pieprz rośnie. Zawsze mamy możliwość spasowania. Nie dociągamy wtedy żadnej karty, nie kombinujemy ze sprzętem jednego z bohaterów. Kłaniamy się nisko i odchodzimy jak gdyby nigdy nic, w nadziei, że nikt nie będzie się śmiał z naszego tchórzostwa.

Cały pic polega na tym, że każdy angażuje się w tą subtelną licytację, dodają potwory, bądź też podkradając ekwipunek bohaterów starając się w ten sposób zmusić innych do ucieczki, przy tym wszystkim staramy się oczywiście mieć na uwadze, żeby nie osłabić naszego bohatera za bardzo w razie gdyby to nam przyszło towarzyszyć mu w tej wyprawie do podziemi. Niech nawet przez sekundę nie wydaje się wam, że jest to proste. Musimy uważnie śledzić to co dodajemy sami do podziemi odpowiadając sobie na pytanie czy dostępny ekwipunek pozwoli nam przetrwać w środku, zdajemy się również na to, że inni gracze nie dorzucą nam samych potworności do lochów. Raz na jakiś czas będziemy starali się wmanewrować innych graczy by pomaszerowali sami do podziemi na pewną śmierć z rąk nieznanych im demonów. W najlepszym wypadku będzie to trudny orzech do zgryzienia; w najgorszym – będziemy musieli pełni wiary skoczyć w przepaść z nadzieją, że gdzieś tam jest jakiś niewidzialny most na którym bezpiecznie wylądujemy. Jeden fałszywy ruch, być może wybierając Pierścień Mocy Awanturnika i odrzucając go mimo świadomości, że bardzo by się on przydał w danej wyprawie, sprawi że wszyscy na raz spasują zostawiając nas samych z bohaterem, który też nie jest zadowolony z naszego posunięcia.

Co sprawia, że ta gra działa to fakt, że są dwie drogi do zwycięstwa. Oczywiście, być może wcielicie się w bohatera i dacie radę przetrwać walki w podziemiach. Dokonajcie tego dwa razy a wygracie całą grę. Albo możecie być wredni i będziecie subtelnie podważać każdego z graczy, wystarczy że wytrwacie aż każdy z nich przegra dwa razy schodząc w głąb podziemi aby odpaść z gry. Ponieważ, gdy każdy ze śmiałków leży trupem, to kto będzie się z wami spierać, że nie wygraliście?

Mając na uwadze, że mamy te obie opcje zwycięstwa, to gra Zapraszamy do Podziemi posiada swój urok. Czasami będziemy zmuszeni ubrać szaty Maga, mając w swojej dyspozycji jedynie Bransoletę Obrony oraz zaklęcie Polimorf (która może zmienić jakiegoś wielkiego Potwora w jakiegoś innego losowego Potwora z talii) i uda Ci się wyjść z lochów trochę bardziej lub mniej poobijany. Albo jako Awanturnik, który nie stracił praktycznie żadnego ze swojego ekwipunku wejdziemy do podziemi jedynie po to by zostać zatłuczonym przez Golemy. Niepewność tego co czai się w Lochach oraz połowiczna wiedza każdego z graczy próbujących przechytrzyć się nawzajem, jest tym co sprawia, że ta gra jest przekomiczna. Nie raz słychać jęki frustracji oraz śmiech pozostałych gracz w tym samym momencie.

W rezultacie otrzymujemy fantastyczny filler, który zajmuje nam około 30 minut, to znaczy jeśli nie zdarzy się, że grupa zbyt ostrożnych znajomych pozwoli szybko zebrać całą chwałę jednemu odważnemu śmiałkowi, który ukończy na starcie podziemia dwa razy. Oczywiście gra posiada element eliminacji i jest to niekiedy nie do przyjęcia przez pewnych ludzi, ale gra jest na tyle krótka, że przeważnie ten aspekt gdy nie ma znaczenia. Wciąż siedzimy przy stole jako przestroga dla innych graczy by nie rzucali się w otchłań tak ochoczo jak my. Jedynym minusem tej gry jest fakt, że może ona pomieścić jedynie czterech graczy, co dużo mówi też o tym jak dobra jest ta gra.

Gra jest również niesamowicie wygodna by zabierać ją w podróż, pomieści się w większych kieszeniach w bojówkach, co jest jedną z największych jej zalet: w momencie gdy jesteście w dziesiątej minucie gry, obstawiając i kombinując w nadziei, że nie będziecie musieli wcielić się w rolę Barbarzyńcy, wiedząc że nie ma on szans na zwycięstwo. To do tego momenty wszyscy przy stole zapomną o fakcie, że pokazałeś się publicznie w bojówkach.

Share this

Komentarze są wyłączone.