Fuse – „Ta gra eksploduje za 10 minut”

FUSE_405x160_graal

Pudełko jest niepozorne, wewnątrz znajduję sporą pulę kości, karty, instrukcję i jakiś woreczek. Autorzy obiecują, że będą emocje, że będę rozbrajał bomby, że czas będzie leciał jak szalony, a ja po rozgrywce będę mokry jak mysz. Jedzie mi tu czołg? – myślę sobie i z nieufnością siadam do instrukcji. Ściągam darmową appkę wspierającą zabawę i zapraszam znajomych do pierwszej rozgrywki.

 

No dobrze, będę szczery – to było najszybsze dziesięć minut w moim życiu. Wytłumaczyłem kumplom reguły, włączyliśmy appkę, stoper zaczął tykać i zaczęła się jazda bez trzymanki. Każdy z nas miał przed nosem jedną kartę, na której musiał ustawić konkretne kości. Jedna karta mówi, że muszę zebrać 3 kości w jednym kolorze, inna mówi, że muszę skompletować trzy kości, których suma wynosi 9, jeszcze inna mówi, że mam zebrać pięć kostek, z których każda będzie o wartości wyższej niż poprzednie…

Siedzi nas przy stole czterech chłopa. Ja czytałem instrukcję i tu dowodzę! Co turę wyciągam z woreczka pięć kostek, rzucam nimi i to jest nasza pula, nasz zestaw kości, zestaw na który rzucamy się jak pelikany na karpia.

Swoją drogą, czy wspomniałem już, że Fuse to gra kooperacyjna? Razem chcemy rozbroić tę cholerną bombę. Albo wspólnymi siłami przejedziemy przez całą talię bezpieczników, karta po karcie zapełniając je właściwymi układami kości, albo wszyscy razem wylecimy w powietrze.

– Rezerwuję czerwoną!
– Jaką czerwoną?
– Dowolną, mam już dwie, potrzebuje trzeciej!
– Ale ja zbieram parzyste, biorę parzystą!
– Ta trójka jest moja, muszę mieć trzy o takiej samej wartości!
– Ale ona jest czerwona.
– Ale ja ją potrzebuję!
– Zginiemy przez ciebie!
– Czy ktoś może wreszcie rzucić coś parzystego?!
– Ile jeszcze minut zostało?
– Zamknij się, bierz kolejne kości z woreczka i rzucaj!

To było najszybsze dziesięć minut w moim życiu. Rzucanie kośćmi, analizowanie tego co wypadlo na kostkach, najszybsze negocjacje jakie możesz sobie wyobrazić, krzyki i wydzieranie sobie kostek, walka bo: ‚Biorę czerwoną!”, błagania bo: „Dajcie mi parzystą”, jęczenie bo: „Czy ktoś wreszcie wyrzuci jakąś piątkę?!!” i układanie kostek na kartach, na speedzie, na pełnej prędkości, najszybciej jak potrafisz. Realizowanie zadań i dobieranie nowych kart. I ten jęk, kiedy nowa karta, którą dobrałeś ma takie wymagania, i tak szalony układ, że ręce zaczynają ci się trząść.

Ah, jeszcze jedno, nie powiedziałem jeszcze o appce, prawda? O tym ustrojstwie zaprojektowanym tylko po to, by te dziesięć minut minęło jeszcze szybciej. Muzyka podkreślająca tempo, losowe i coraz głośniejsze komunikaty w stylu: „Pospieszcie się, idioci, zaraz zginiemy!”, i wielki czerwony stoper, na który i tak nie masz czasu spoglądać, zresztą nie musisz, bo ta cholerna appka sama do ciebie mówi – „Zostały trzy minuty, pracujcie szybciej!”, a ty jej słodko, przez zęby: „Zamknij się, po prostu się zamknij”.

Fuse jak lont zapłonął w listopadzie 2015 roku podczas swojej prapremiery podczas BoardGameGeekConu jednego z największych amerykańskich konwentów gier planszowych. Grano w grę w każdym zakątku imprezy, a kilka tygodni później gra dosłownie eksplodowała zapewniając rozgłos wydawcy, zdobywając olbrzymią popularność i rozpoczynając całą serię gier (w tym roku ukaże się gra Flatline). Polska edycja – z zupełnie nową okładką – debiutuje na Pyrkonie, największym w Polsce zlocie fanów gier i fantastyki. Dla wielu uczestników rozgrywka w Fuse to będzie najszybcie 10 minut w ich życiu. Zakończą rozgrywkę mokrzy jak mysz, uśmiechnięci i bez wątpienia wrócą do domu z własnym egzemplarzem Fuse pod pachą. Bo choć byłem z początku nieufny, po pierwszej już rozgrywce wiedziałem, że wszystko co mi obiecano było prawdą. To szybka, emocjonująca zabawa, w której czujemy się, jakbyśmy mieli ostatnie 10 minut by rozbroić wielką, niebezpieczną bombę.

fuse_fb_JUZ_WKROTCE

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Share this

Zostaw komentarz