BLOG: Dziennik Projektanta Artefaktów Obcych – Dzień w którym założyłem garnitur

 

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Planszówkowe spotkanie w pobliskim mieście. Wydarzenie było małe, prawie nikt nie przyszedł. Nudziłem się jak mops.

Siedzieliśmy przy stole i gadaliśmy o niczym. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, zapytał mnie, czy zagrałbym w jego prototyp. “Będzie opublikowany przez Trelf pod koniec tego roku” powiedział. Wciąż go testował i prosił o uwagi.

Wewnątrz głośno krzyczałem “NIE!”

Uśmiechnąłem się i powiedziałem “Pewnie.”

Zagraliśmy. Nie była to taka długa gra, jak się spodziewałem. Skończyliśmy w jakieś pół godziny.

“Jak długo się znamy?” zapytałem.

Wyglądał na zaskoczonego. Nic nie odpowiedział.

“Spotkaliśmy się po raz pierwszy w Krakowie, w sklepie Szeherezada, pod koniec roku 1999, kiedy prezentowałem magazyn Portal. Znamy się już 16 lat.” dodałem.

Przytaknął.

“Więc kurwa czemu poszedłeś z tym prototypem do mojej konkurencji?” zapytałem.

Spojrzał na mnie z wyrazem szoku na twarzy.

Pytał mnie o uwagi. Założę się, że nie spodziewał się właśnie takich.

Byłem wkurzony.

“Masz taką reputację…” zaczął.

“Jaką reputację?” zapytałem.

“Gnoisz każdy prototyp, jaki dostajesz. Wszyscy tak mówią”.

OMG. Teraz naprawdę byłem wkurzony.

***

Pokochałem ten prototyp. Zapytałem go, czy mogę go wziąć i pograć w niego z Merry. Dał mi kopię, którą miał przy sobie. W domu pograłem więcej. Bardzo mi się podobało.

Więc wziąłem telefon i zadzwoniłem do niego.

“Wydam tę grę” powiedziałem.

“Mówiłem Ci, Ignacy, że już podpisałem umowę z Treflem. Wydają to na tegorocznym Essen”.

“Wydam tę grę” powiedziałem.

Potem zadzwoniłem do Trefla i umówiłem spotkanie.

***

Czasami noszę garnitur. To był ten dzień.
Czasami mam przy sobie skórzaną teczkę i papiery z mnóstwem liczb. To był ten dzień.
Czasami wyglądam jak prawdziwy prezes. To był ten dzień.

Wsiadłem do samochodu i pojechałem do siedziby Trefla z bardzo prostą misją – poprosić ich o anulowanie premiery na Essen i przekazanie mi praw do gry. Takie tam wyzwanie.

Dlatego uznałem, że lepiej będzie ubrać garnitur.

***

To było długie spotkanie. Opowiadałem im, jak bardzo wierzę w tę grę. Tłumaczyłem, dlaczego uważam, że gra potrzebuje wydawcy-geeka – kogoś, kto będzie w stanie ją rozwinąć, wyprodukować i sprzedać dla innych geeków. Wyjaśniałem, że jestem osobą, która wie na ten temat wszystko i jeśli Portal otrzyma prawa do gry, stanie się ona – miejmy nadzieję – najgorętszą premierą roku.

I wtedy otworzyłem teczkę i papiery wylądowały na stole. Liczby zostały omówione. Dane dotyczące Osadników: Narodziny Imperium – innej gry o budowaniu silniczka wydanej przez Portal, zostały zaprezentowane. Mogła zostać zaangażowana matematyka. Sporo matematyki. Wiele możliwości i wariantów. Druki i dodruki, różne wersje językowe, wszystkie takie rzeczy.

I potem przyszedł czas na ostatni etap – odłożyłem liczby na bok. Odłożyłem skórzaną teczkę. Odłożyłem moją buławę prezesa. Na moment stałem się ponurym Ignacym, który gnoi prototypy. I zacząłem wymieniać wszystkie problemy, jakie wciąż występowały w grze. System walki ssie. Nie ma żadnych frakcji. Podliczanie punktów jest strasznie mętne. Technologie są do siebie zbyt podobne. Planety są strasznie niezbalansowane…

“Jesteście w stanie to naprawić?” zapytałem. “Bo ja tak.”

Parę dni później Trefl zadzwonił, a parę tygodni później na biurku miałem kontrakt. Dostałem grę.

***

Opowiadam tę historię, która porusza zakulisowe i w zasadzie dość poufne kwestie, z dwóch powodów. Po pierwsze, chciałbym podziękować Treflowi, oryginalnemu wydawcy gry. Mogli wydać grę na Essen 2015. Byłaby to całkiem solidna premiera.

Nie zdecydowali się jednak na taką premierę.

Zdecydowali się zrobić coś, co było zdecydowanie najlepsze (z punktu widzenia ich, twórców gry oraz mojej) dla samej gry. Okazali największy profesjonalizm, pozwalając mi – wydawcy bardziej doświadczonemu w grach dla geeków – wydać tę grę, mając nadzieję na jej wielki sukces. Nie jestem w stanie wyrazić mojego podziwu dla Trefla za podjęcie tej trudnej decyzji i wsparcie w ten sposób gry, pozwalając zająć się nią innemu wydawcy. Wyrazy szacunku dla każdej osoby, która była odpowiedzialna za podjęcie tej decyzji.

Drugi powód dla którego opowiadam tę historię, jest bardzo prosty. Chciałem wam pokazać, czarno na białym, w najbardziej klarowny i szczery sposób, jak bardzo kocham tę grę i wierzę w jej sukces.

Poszedłem do siedziby mojej konkurencji i przekonałem ich, żeby przekazali mi te nieszczęsne prawa.

Czaicie to, nie?

***

Oryginalny wpis na blogu BTTS: https://boardgamegeek.com/blogpost/68768/alien-artifacts-gdj-day-which-i-wore-suit

Share this

Zostaw komentarz